Jak większość z was już prawdopodobnie dobrze wie, każdą wolną chwilę poświęcam na łowienie moich ukochanych karpi, które według mnie są niesamowitymi rybami i nie wyobrażam sobie mojego życia bez nich.
Cyprinusy wyróżniają się krępym i mniej lub bardziej wyraźnie wygrzbieconym ciałem. Podczas ich łowienia z pewnością łatwo można zwrócić uwagę na ich stosunkowo dużą głowę z równie pokaźnych rozmiarów otworem gębowym, umiejscowionym w spodniej części. Ich wargi potrafią być wyjątkowo grube, szczególnie u osobników żyjących w dużych, naturalnych akwenach – gdzie podstawę ich diety stanowią między innymi raki czy małże. Górna część wargi się wysuwa – każdy wędkarz widział to z pewnością nieraz u ryby leżącej na macie. Wokół otworu gębowego znajdują się dwie pary wąsików: krótsze, osadzone na górnej wardze oraz dłuższe, znajdujące się w kącikach pyska. Pomimo, że na pierwszy rzut oka widać, że karpie należą do ryb, które zdecydowanie lubią sobie zjeść to ich złowienie wcale nie jest prostym zadaniem, niekiedy naprawdę trzeba się natrudzić aby usłyszeć dźwięk ukochanego sygnalizatora.
Te niesamowite ryby można łowić na wiele sposobów z wykorzystaniem różnych technik. Jednym ze sposobów łowienia jest pokochana przez większą część karpiarzy – wywózka, nie muszę chyba pisać, że ja także zaliczam się do jej fanów. Poniżej postaram się opowiedzieć dlaczego tak bardzo ją pokochałam.

Łowienie z dala od brzegu
W zależności od pory roku tytułowe ryby można łowić tak naprawdę w przeróżnych miejscach, niektóre oddalone są od brzegu zaledwie o kilka metrów, natomiast inne mogą znajdować się nawet kilkaset metrów od niego. Są to miejsca, do których dorzucenie jest po prostu fizycznie niemożliwe, nie wspominając już o nęceniu, które byłoby z pewnością niewykonalne. W takim momencie z pomocą przychodzi łódka zdalnie sterowana, która nie boi się kilkuset metrowych odległości. Mój model bez problemu przepływa na drugą stronę jeziora, czyli pokoju dystans ponad 400 metrów.
Łowienia w trudnych miejscach
Doskonale pamiętam, jak zaczynałam łowić karpie i często wybrane przeze mnie topowe miejsca nie nadawały się po prostu do łowienia, bo wykonanie rzutu nie było możliwe z powodu rosnących przy samej wodzie ogromnych drzew z gałęziami sięgającymi kilka metrów w głąb jeziora. Niestety w miejscu w którym się one kończyły głębokość sięgała kilkunastu metrów. Jedyne co mogłam więc w tamtym momencie zrobić było siedzenie na brzegu jeziora i po prostu wpatrywanie się w wodę.
Nęcenie dzikich wód
Wśród wód PZW możemy wyróżnić stawy, niewielkie jeziorka, ale również wielkie wody charakteryzujące się minimalnym udziałem karpi. W takich miejscach często bywa tak, że przez cały rok w takim miejscu łowi się jednego karpia i jest to ogromnym sukces. W takiej sytuacji znalezienie dobrego miejsca jest naprawdę kluczowe. Dzięki wykorzystaniu łódki zdalnie sterowanej z wbudowaną echosondą takie miejsce można znaleźć w bardzo krótkim czasie, a co ważniejsze – dzięki systemowi iBoat – możemy zapisać takie miejsce na naszym radiu, dzięki czemu łódka będzie za każdym razem płynąć właśnie w te miejsce – jest to fantastyczne rozwiązanie nie tylko podczas łowienia, ale także podczas nęcenia przed zasiadką.
Nęcenie w ukryciu
W miejscach takich jak te opisane powyżej warto utrzymać miejsce swojego nęcenia w tajemnicy przed przede wszystkim osobami nie popierającymi sportowego wędkowania, ale także przed karpiarzami, którzy lubią się podpiąć pod czyjeś miejsce. Wyobraźcie sobie sytuację, że przez miesiąc czasu nęcicie, aby podczas urlopu usiąść w tym miejscu w końcu z wędkami, a kiedy nadchodzi ta chwila na waszym miejscu siedzi ktoś inny… Dzięki możliwości wyłączenia świateł (jeśli nęcimy w ciemności) oraz cichej pracy łódki potrafi ona być niezauważona na wodzie.
Łowienie na Zig Riga
Uwielbiam łowić w szczególności wakacyjne karpie na Zig Riga. To metoda pozwalająca na łowienie ryb w toni, w bardzo głębokich miejscach. Zestaw ten charakteryzuje się długim przyponem, który podczas rzutu może się splątać i w konsekwencji czego zjedziemy do domu po prostu bez brania.
Jednak mam na to swój sposób – w komorze łódki zdalnie sterowanej umieszczam specjalną zanetę, na której górze układam starannie przypon i przyczepiam rozpuszczalną w wodzie piankę PVA na hak, bądź za pomocą takiej pianki przyczepiam delikatnie żyłkę przed hakiem do boku łódki. Wpadający do wody zestaw po prostu zerwie to i niezaplątany wpadnie do wody.
Wygoda
Każdy człowiek dąży do tego aby żyć jak najwygodniej i takie też jest karpiarstwo z wykorzystaniem zdalnych modeli. Jedyne co musimy zrobić to zapakowanie zestawu do łódki, położenie jej na wodzie i wybranie odpowiedniej funkcji na pilocie – łódka popłynie sama w docelowe miejsce, zrzuci zestaw do wody i wróci do nas. Nie muszę chyba pisać jak wygodną opcja to jest, w szczególności podczas deszczowych dni.
W kolejnej części mojego artykułu zdradzę Wam moje patenty na jesienne karpie, bądźcie więc czujni!
Autor Kasia Kozłowska
inżynier ichtiologii i akwakultury, wielka pasjonatka wędkarstwa karpiowego i ambasadorka Prolamu. Autorka wielu artykułów wędkarskich, w których dzieli się wiedzą i doświadczeniem. Jej relacje znad wody można śledzić także w mediach społecznościowych.
Instagram – Kasia_kozlowskaaa
TikTok – @kasia_kozlowskaaa
Facebook – Kasiaakozlowskaaa